"Pokochaj BOGA ponad ojca, matkę i syna swego"

Jan Kawiński - uzdrowiciel
Kiedy lekarz uważa, że jesteśmy zdrowi, wyniki badań są dobre a my źle się czujemy, występuje wówczas zaburzenie energii organizmu
Feniks

Strona główna

Nazywam się Jan Kawiński, jestem bioenergoterapeutą, uzdrowicielem, mieszkam w Przemyślu.               Już od najmłodszych lat marzyłem, aby zostać znachorem i uzdrawiać innych. Moja choroba (guz śródpiersia, a po roku ziarnica złośliwa) zmusiła mnie do głębszego zainteresowania się medycyną niekonwecjonalną. W trakcie choroby poznałem cierpienie, ból i strach, nie tylko swój, ale też innych chorych. W roku 1989 wykryto u mnie guz śródpiersia - przeszedłem wiele badań różnego rodzaju w Klinice MSW w Warszawie, wszystko wskazywało, że guz jest na 100%. W Klinice zrozumiałem, że to kara, napomnienie, od BOGA, że coś w swoim życiu robię nie tak jak trzeba, zrozumiałem, że postępuję niezgodnie ze swoim sumieniem. Przeprosiłem PANA BOGA i obiecałem poprawę, wejście na prawą drogę życia. Niedługo przeprowadzono zabieg, chcieli wziąść wycinek do badania i okazało się że guza nie ma. Nie wierzyli, chcieli mi otworzyć klatkę piersiową, ale nie zgodziłem się, po roku okazało się że guz, to naciek na płucach. Wróciłem do pracy, po 9 miesiącach znów źle się poczułem i następna diagnoza - ziarnica złośliwa. Dalej wiele różnych badania w szpitalu w Przemyślu, następnie w Krakowie (więcej piszę o tym w swojej pracy dyplomowej).                                                                                                                                                                                                                                                                                                             Znów przeprosiłem BOGA za swoje grzechy, wyspowiadałem się, przyjąłem namaszczenie chorych, w tym dniu też zamówiłem mszę za przebłaganie za moje grzechy. Następnego dnia zebrało się konsylium lekarzy i orzekli, że nie potrzebuję tych naświetlań i z powodzeniem mogę się leczyć w Przemyślu. BÓG wysłuchał mnie i wybaczył mi moje grzechy. Od tego czasu zacząłem bardziej zgłebiać wiedzę o uzdrawianiu, przeczytałem wiele książek i prac dotyczących uzdrawiania, ukończyłem wiele kursów, szkoleń, warsztatów związanych z uzdrawianiem. Ukończyłem Studium Psychologii Integracyjnej przy Instytucie Psychologi Stosowanej w Warszawie, napisałem i obroniłem obszerną prace dyplomową nt. marzeń sennych. Uzdrawianiem zajmuje się od 1995 roku, dużo o tym piszę i podaje przykłady w swojej pracy dyplomowej którą publikuję na tej stronie w innym miejscu. 

Podam kilka przykładów:
U mega tata podczas badania USG wykryto 3 duże guzy na lewej nerce, po zabiegach bioenergoteraputycznych po 2 tygodniach podczas badania USG stwierdzono wiele małych guzków - energia rozbiła duże na wiele drobnych, była to prawidłowa reakcja organizmu na bioenergię.  Innym razem bratowa od dłuższego czasu miała niepokojący kaszel. Po przekazie energii na odległość, nie tylko ustąpil kaszel, ale i dolegliwości kobiece, które trwały od dłuższego czasu.
Kiedyś pojechałem do kuzynki i podczas diagnozy stwierdziłem jakieś zaburzenie energetyczne w jednym miejscu, na płucu, ale odparła że nic jej nie dolega. Po jakimś czasie spotkaliśmy się i przyznała, że miałem rację, pojechała za 3 miesiące na prześwietlenie i wyszło, że ma zwapnienie na płucu wielkości małej fasolki.
Przed trzema laty dowiedziałem się, że żonie kuzyna zostało niewiele czasu życia, bo ma guz na mózgu. Zaproponowałem pomoc jego żonie. Po trzech zabiegach jej stan się poprawił, żyje do tej pory i normalnie funkcjonuje. Na początku czerwca zadzwoniła do mnie kobieta i poprosiła o pomoc dla jej przyjaciela, lekarze zdiagnozowali u niego złośliwy guz mózgu - glejak. Po przekazie energii i po zabiegu ustąpił ból głowy i silne wymioty

 

Kiedyś usłyszałem rozmowę dwuch kobiet, jedna z nich skarżyła się że dziecko całą noc nie mogło spać bo uporczywy kaszel miało. Wyszedłem i zaproponowałem pomoc w uzdrowieniu dziecka. Przyszła po 2 tyg, mówiła że była u  lekarza, różne leki dziecko zażywało, a kaszel nie ustępuje, Po krótkim zabiegu, który trwał najwyżej 2 min. i przekazie energii kaszel u dziecka całkowicie ustąpił. W 92’ kupiłem ciekawą książkę nt. uzdrawiania, a w 93’ miała się ukazać 2 cz. tej książki. Jestem w Krakowie, chcę kupić tę książkę, byłem już w kilku księgarniach, ale już jej nie było. Przyszedłem do Rynku, stoję przed księgarnią, myślę że już tak jestem zmęczony, że do tej nie wejdę, zwłaszcza że ma 4-5 schodów, ale takich wyższych. W Krakowie znam troszkę ludzi, bo niedawno pracowałem na kolei i często tam przyjeżdżałem. Stoję przed wystawą księgarni i naraz ktoś mnie popchnął tak że zachwiałem się, oglądam się a w promieniu 20 m nikogo nie ma. Dla mnie to znak abym wszedł do księgarni i tak zrobiłem, była nie tylko ta książka której szukałem, ale i inna której nie spodziewałem się wtedy dostać. To znak od mojego anioła, wtedy wstąpiła we mnie taka siła że jeszcze trochę pochodziłem po Krakowie.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       Przekaz energii na odległość  Kto potrzebuje, dla kogo ta energia. Energia praktycznie jest dla wszystkich, działa na cały organizm pacjenta, i to w dużej mierze organizm sobie ją pobiera i wie gdzie, ile i jakiej jakości. Zabiegi z przekazem energii jest równie dobry jak bezpośredni kontakt z uzdrowicielem, wspomaganie podczas leczenia w różnych chorobach poza tym są wzmacniające dla ludzi starszych, osłabionych chorobą, dzieci które słabiej się uczą, osób które często lubią wspierać głowę ręką, gdy głowa im opada jak są przemęczeni. U takich osób zaburzona jest energia i wtedy krew nie w pełnym wymiarze dochodzi do głowy, po takim przekazie dużo lepiej funkcjonuje ich organizm, lepiej mogą się skupić, ich praca jest dużo efektywniejsza, lepiej się uczą i na co dzień dużo lepiej się czują.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                         Przy chorobach ciężkich bardzo duże wspomaganie organizmu. Jak pracujemy w warunkach bardzo stresujących, po takich przekazach powraca siła i czujemy się jak nowo narodzeni. Jak organizm nie potrzebuje energii, to jej nie przyjmie. Nie jest tak że można za dużo energii temu pacjentowi przekazać, nie ma czegoś takiego dla pacjenta jak przedawkowanie energii, uzdrowiciel wie, czuje że energii pacjent ma wystarczająco. Dla energii nie ma odległości, można ją przekazywać nawet na drugą półkulę ziemską.Mam kolegę, mieszka i pracuje w Niemczech, jeździliśmy na zajęcia, któregoś razu zapytałem czy odczuwa w sobie osłabienie, oburzy się trochę bo jest ze 20 lat młodszy.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               Po jakimś czasie jego przyjaciółka widziała że robię kilku osobom zabiegi i poprosiła o taki zabieg dla niego, on nie chciał przeciwstawić się jej i zgodził się. Przyszedł, ale wewnętrznie zamknął się, wyczułem to i powiedziałem że już koniec zabiegu. Przekazałem mu tę energię dopiero wieczorem. Nazajutrz jak wyszedł z łazienki, zapytałem jak spał, mówił że nie pamięta kiedy ostatnio tak dobrze się wyspał. Od tamtej pory kolega zazwyczaj raz w miesiącu dzwoni po przekaz tej energii. Kiedyś zadzwoniła kobieta, mówi że przyjaciel ma glejaka i leży w szpitalu. W tym samym dniu przekazałem energie, na drugi dzień byłem u niego i mówi że miał uporczywe wymioty i już po tym przekazie ustąpiły, potem również jak dzwonił że go głowa boli też takie przekazy robiłem i pomagało. Mężczyzna leżał na Śląsku, za daleko abym mógł często jeździć.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                    Duchowe przekazy energii, i duchowe zabiegi uzdrawiania.   Przy cięższych dolegliwościach stosuję duchowej przekazy energii, lub takie zabiegi. Bardzo dobrze wyczuwam, odbieram dolegliwości innych osób, posiadam zdolności medialne, uzdrawiania, dar jasnowidzenia po przez sny, medytacje, uwalniam od negatywnych energii. Przyczyną naszych niedomagań mogą być domy obłożone klątwą. Podam przykład;

  Podczas wywiadu z matką młodego mężczyzny usłyszałem dziwną historię. Mówi że niedługo po ślubie, siedzi z mężem w jego domu i ktoś zaczyna rzucał takimi większymi kamieniami w szybę okna. Było to około 30 lat temu, jak pamiętamy wtedy szyby były bardzo kruche i wystarczyło rzucić małym kamyczkiem, a szyba pękała. Zwróciła się do męża aby zareagował, on mówi że pójdzie „to coś” odgonić od domu, poszedł i przestało rzucać. Potem wyszła na zewnątrz, bo niedowierzała, jak to – takie duże kamienie i szyba nie pękła? Po obejrzeniu stwierdziła że nawet zadraśnięcia na szybie nie było. Podczas medytacji zobaczyłem sceny z horroru. Jeśli obrazy z medytacji są prawdziwe to jakaś tragedia musiała stać się w tym domu. Doradziłem jej co ma zrobić jak chce aby syn przeżył, nie wyraziła zgody, powiedziała mi że w tej miejscowości ludzie nie dali by jej drogą przejść. Około miesiąc później jej syn zmarł, a ona jeszcze w czasie żałoby po nim zachorowała, miała raka złośliwego i podobno bardzo długo się męczyła i zmarła. Historia przykra, ale prawdziwa.

GUZ – to nawarstwienie, nowy twór, tworzymy coś niepotrzebnego skupisko różnych problemów, duszenie się w tym wszystkim przez cały czas, utworzenie tak jednego miejsca i zamiast to uwolnić, powoli przerobić, to my jeszcze bardziej to nawarstwiamy, upieramy i dusimy się. Jak coś robimy i to nam nie wychodzi, to należy się zastanowić czy my to dobrze robimy, może nasz anioł chce nam zwrócić uwagę że coś jest nie tak, nieraz mogą nasze dusze opiekuńcze nas przestrzegać, przed czymś. Coś nam wylatuje po raz kolejny, a my jesteśmy przekonani że to nie powinno się stać, to ewidentny znak z góry abyśmy zastanowili czy dobrze to robimy.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  Kiedyś przyszła kobieta i mówi że gardło ją boli od dłuższego czasu, chodzi po lekarzach, badania nie wskazują żadnej choroby, a ona źle się czuje. Podczas rozmowy i terapii okazało się że ktoś z dalszej rodziny powiesił się, ona żałowała go i nieopatrznie przyciągła do siebie dyszę, a potem odczuwała nie tylko ból, ale i duszenie, po zabiegu wszystko ustąpiło.                     Kobieta w średnim wieku, mówi że jakieś dziwne wydarzenia, coś jej w życiu nie wychodzi, wypadek, wszyscy wyszli bez szwanku, tylko ona ucierpiała. Podczas wywiadu też opowiedziała mi swój sen i na tej podstawie i podczas terapii zrozumiała że to dusza bardzo bliskiej osoby z rodziny, która zginęła w wypadku samochodowym. Wiele lat to mogło trwać, nie zdawała sobie z tego sprawy, doprowadziło ją to do nerwicy, częściowo pomogłem jej i chciałem dalej jej pomagać pod warunkiem że pujdzie jeszcze do lekarza, nie wyraziła takiej zgody, w takim wypadku nie wolno mi dłużej zajmować się pacjentem.  

Jestem na warsztatach, poprosił mnie o pomoc kolega, mówi że nie wierzy w uzdrawianie, ale szkoda mu młodej kobiety, próbują do niej dotrzeć, ale w żaden sposób nie mogą. Chciałem jej pomóc, początkowo zgodziła się, ale potem wycofała  z zamiaru. Po wywiadzie, ale już przeprowadzonym z kolegą dowiedziałem się, że niedawno zmarł jej przyjaciel, dużo o nim myślała, była z nim uczuciowo związana i mogła podobnie zachowywać się jak przyjaciel za życia, odbierała jego wibracje.

 Mam sny prorocze  i wielu z nas ma takie sny, a w nich różne porady, ostrzeżenia, oto jeden z takich snów z  06.01.16   Elżbieta przyniosła mi lekarstwo na moje kolano. (Kolano bolało do 13.01.16 nic nie pomagało, a 14.01.16 postanowiłem że biorę sprawy w swoje ręce, do tej pory opierałem się z podjęciem decyzji, zrobieniu kroku w przód w jakiejś sprawie. Jak postanowiłem że zaczynam coś robić w tej sprawie, to w ten dzień kolano przestało boleć, samo uzdrowienie, zmiana postępowania. Jak nie umiemy, nie chcemy się ugiąć przed jakąś sprawą, problemem, to możemy mieć problemy z kolanami. Jesteśmy zmuszani przez naszą nieświadomość do zmiany postępowania).